H.G. Wells: Wojna Światów

22 lipca 2018 , , ,

HG Wells - Wojna światów, the war of the worlds

Wtem jak najbardziej prawdziwe płomienie zaczęły przeskakiwać z jednego członka delegacji na drugiego, jak gdyby uderzył w tę grupę niewidzialny strumień ognia, który trawił po chwili każdego z tych ludzi. W świetle, będącym narzędziem ich śmierci, widziałem, jak chwieją się i padają, a stojący opodal tłum rzuca się do ucieczki. ¹
/H.G. Wells - Wojna Światów/

Nie pamiętam, ile miałam lat. Może dziesięć, może dwanaście, ale nie więcej. Był to efekt jednego z zejść w tajemnicze głębiny biblioteki na babcinej wsi; tamtejsza bibliotekarka, pani Ania, królowa papieru, pieczątek na siedemnastej stronie w poważaniu miała granicę pomiędzy czytelnią dla dzieci i dla dorosłych. Pozwalała mi szukać, gdzie chcę i czytać, co chcę. Nurkowałam zatem w tym urojonym oceanie książkowego przybytku gdzieś tam na dolnośląskiej wsi. Anglia nie była mi już literacko obca, potrafiłam przywołać obraz  angielskiego małego miasteczka, dzięki Sherlockowi zaś miałam jakieś swoje wyobrażenie o Londynie. Dlatego nie miałam najmniejszych trudności z wyobrażeniem sobie, jak piękne i spokojne Anglia i Londyn płoną.

Być może znasz, a nawet jeżeli nie czytałeś, to zakładam, że słyszałeś o "Wojnie Światów". Jeden z filarów klasyki literatury fantastyczno-naukowej. Początek science-fiction i chyba pierwsza powieść ukazująca postapokaliptyczną wizję świata. To pochodząca z 1898 roku historia ataku Marsjan na Ziemię, przedstawiona w formie quasi-reportażu naocznego świadka wydarzeń. Eony temu  ta powieść zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie, że dzięki niej zaczęłam nurkować po więcej tych fantastycznych bzdurek (cytat z pani Ani). Mym prywatnym wszechświatem wstrząsnęło i nic już nie było takie samo, bo oto wpadło mi w ręce coś tak odmiennego, tak doskonale innego od "Zapałki na zakręcie" i jej podobnym. Rozumiesz?  

Ale do rzeczy.
Abstrahując od wtedy, chciałabym posadzić Cię na chwilę w teraz. Otóż, niedawno z okazji nowego ilustrowanego wydania, przeczytałam sobie tę opowieść ponownie. I przyznaję, że było to doświadczenie osobliwe. Wiedziałam przecież, czego się spodziewać, przecież już to czytałam. Jednak jakbym tej książki nie znała. Nastąpił oślepiający rozbłysk. A potem ujrzałam rzeczy, które wówczas, przy pierwszej lekturze, pozostawały dla mnie skryte pod czarną mgłą zupełnego braku zainteresowania. Gdy dziś czytam powieść Wellsa, nie patrzę na Marsjan. Patrzę na człowieka. Uderza mnie, w jaki sposób H.G. Wells przedstawił różne postawy ludzkie w obliczu zagrożenia. Jak ze zwartej wspólnoty stworzył mrowisko obcych sobie, tratujących się wzajemnie jednostek. I ten obrazek: istoty pozaziemskie, które przybywają i strącają człowieka z jego tronu, ukazują, gdzie jego miejsce w hierarchii, odbierają mu władzę nad wszelkim stworzeniem; to bajka o tym, jak baca staje się zwykłym baranem mającym mglistą świadomość, że coś go w końcu zeżre, bo tylko po to istnieje i jest mu z tą świadomością niezwykle przykro, więc kopie w płot.


Nie wiem, czy to powszechne, ale wspomnienie emocji po zetknięciu się z pewnymi książkami, czy filmami towarzyszy mi przez całe lata. I potrafię je wyjąć z kapelusza pełnego pamięci, gdy tego zechcę. Zabawne, że ten wyjątkowy zapis wrażeń po lekturze "Wojny Światów" mam teraz w swojej kolekcji w dwóch egzemplarzach. Pierwszy to wspomnienie fascynacji małej głowy tematyką S-F. Drugi to emocje wywołane tym, co dostrzegłam i fascynuje mnie w tej powieści dopiero teraz, a co w zasadzie z fantastyką nie ma związku. 

Czym dziś młodego czytelnika może zaskoczyć Wells? Niczym chyba. Współczesne filmy i gry sprawiają, że ten atak konserw trąci już nieco myszką. Ale fascynować się "Prometeuszem", "District 9" czy "Interstellar" (wszystkie trzy wielbię chorobliwie i ponadprzeciętnie 🖤 ), a nie znać powieści H.G. Wellsa, której tamte zawdzięczają wszystko, zwyczajnie moim zdaniem nie wypada. Dlaczego? Prosty przykład. Wróć sobie do cytatu, który otwiera ten tekst i przeczytaj ponownie. Już? Dobrze. Dopiero teraz, zamotana grubo w runo czasu, dostrzegam, że Herbert George Wells w 1898 roku najprawdopodobniej stworzył ideę lasera bojowego.

Wiesz, co to znaczy? To znaczy, że ja koniecznie muszę ponownie przeczytać powieści wielu, wielu innych, których czytałam tak dawno temu. I odkryć je na nowo.

 
                                                                                                                                                   Uściski!



¹ H.G. Wells - Wojna Światów, tłum. Lesław Haliński, wyd. Vesper, str. 34.

H.G. Wells: Wojna Światów (The War of the Worlds)
ilustracje: Alvim Corrêa
przełożył: Lesław Haliński
wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2018



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: