Fernando Aramburu: Patria

7 października 2018 , , ,


Prawdę pisząc, jeśli chodzi o poziom, nie jestem nawet cieniem drzewa, pod którym przechadzał się pewnej jesieni Kasparow, ale lubię sobie czasem rozegrać partię szachów. Tylko taką szybką, bo męczy mnie oczekiwanie przez tydzień na ruch przeciwnika. I zawsze zagram czarnymi. Nie daję w tej kwestii prawa wyboru. Od dziecka, gdy tato nauczył mnie zasad gry, zawsze wybierałam czarne, a na pytanie dlaczego nie potrafię dać jednoznacznej odpowiedzi. Być może sama jej nie znam. Gdyby to, co dziś jest tematem moich rozważań, próbować przełożyć na szachową nomenklaturę, powiedziałabym, że jakbyśmy tej partii nie rozgrywali, i tak zakończy ją pat pozostawiający ogromny niesmak w duszy.

"Dwa rody zacne jednako i sławne...".
Zmienić Weronę w kolejnym zdaniu na nienazwane nigdy przez autora Miasteczko gdzieś w pobliżu San Sebastián i nawet pasuje. Dwie kobiety - Miren i Bittori - przyjaciółki, autorki szalonego planu, by razem wstąpić do zakonu, poznają (na szczęście) odpowiednich mężczyzn i tydzień po tygodniu biorą śluby. Stają się głowami rodzin. W Baskonii, gdzie rządzi i spaja rodzinę matka, zwana amatxo czy też ama, matriarchat był i jest często spotykanym modelem rodziny. Wieloletnie oddanie i bliskość między kobietami słabnie, by pewnego dnia zniknąć zupełnie. Męża Bittori zabija ETA, której aktywnym bojownikiem jest najstarszy syn Miren. I tak pomiędzy dwoma baskijskimi domami po dwóch stronach jednej miasteczkowej drogi wyrasta polityczny mur. Jedna uparcie chce wiedzieć, Kto. Druga kocha swego syna ponad i mimo wszystko. Potrafię zrozumieć Bittori. Ale potrafię również zrozumieć Miren, choć domyślam się, że wielu czytelników będzie miało z tym ogromny problem. Wszystko ma jednak swoje granice.

Patria to ojczyzna. Sądziłam, że trzymając w rękach powieść Aramburu, będę czytać historię o podziale na Hiszpanię i  Baskonię. Tymczasem ujrzałam rozłam wewnętrzny w Kraju Basków. Pochodzący z Baskonii pisarz Fernando Aramburu ukazuje czytelnikowi swoją małą ojczyznę. Opowiada o terrorystycznej działalności separatystycznej organizacji Euskadi Ta Askatasuna (Baskonia i Wolność, ETA) przez pryzmat historii dwóch baskijskich rodzin. Byli przyjaciółmi, sąsiadami, bliskimi sobie ludźmi. I co się stało? Nie poglądy, bo wolności chciał przecież każdy jednakowo, a polityka i strach zmieniły ich życia.

Fernando Aramburu urodził się w roku powstania ETA. Pochodzi z San Sebastián i na własne oczy widział, jak jego przyjaciele stawali się terrorystami, jak płonęły autobusy, a kolejne dni, miesiące i lata zasnuła mgła obawy o życie. Dzięki tym doświadczeniom pozwala sobie w powieści na wiele. Szczegółowo opisuje w jaki sposób ETA, której początkowo celem nadrzędnym było wyzwolenie Basków spod władzy Hiszpanii, zmienia się w swoistego kanibala powodując, że Bask zabijał Baska, sąsiad zabijał sąsiada. Odtąd ci, którym mieli służyć i za których mieli walczyć, zaczynają żyć w strachu. Ruch wyzwoleńczy zdegenerował się do poziomu grupy przestępczej, a walka o niepodległość stała się jedynie obłudnym usprawiedliwieniem dla zbrodni na własnym narodzie. ETA pozyskiwała fundusze na swoją działalność od lokalnych przedsiębiorców. Jednak nie było tu mowy o dobrowolności. Kto się ociągał był piętnowany, kto odmawiał był mordowany. Na dodatek aktywne wsparcie, jakie ETA otrzymywała od lokalnego kościoła zakrawało w tym wszystkim na totalne qui pro quo, lecz wcale nie zabawne, a koszmarne.

Choć ETA zniknęła, ludzie pozostali, a Aramburu zdaje się ich zmuszać do rachunku sumienia. "Patria" to rozrachunek Basków z przeszłością, to wyjątkowy obraz tragedii ludzkiej, stanowiący książkowe ucieleśnienie myśli Georgesa Dantona o rewolucji, która pożerała własne dzieci. To kronika upadku moralnego i społecznego zarówno jednostek, jak i zbiorowości, napisana w sposób na tyle realistyczny i przejmujący, że choć to grubasek, trudno mi było się od niego oderwać. To powieść ważna, potrzebna. Czym Javier Cercas dla Hiszpanii, tym Fernando Aramburu dla Baskonii. Coś niezwykłego.

Chciałoby się powiedzieć, że Hiszpania ma pecha - i Baskowie, i Katalończycy. Ale nie jest jedyna. Ulsterscy Irlandczycy, Farerowie, Flamandowie, Bretończycy, Łużyczanie, Romowie, Rohingjowie, Kurdowie i wielu, wielu innych. Jedni szczęśliwie koegzystują w ramach większego tworu, jakim jest państwo, w granicach którego przyszło im żyć. Historia innych jest smutna i krwawa, gdyż toczy się kołem braku poczucia więzi, wywołującego niechęć i odrzucenie dominującej większości. To równia pochyła ku otchłani nienawiści, gdzie już nikt nie przebiera w środkach, a role ofiar i katów przed Światem odgrywają obie strony. W tym wszystkim przykład ETA nie jest jedynym, który pokazuje, że w takim stanie rzeczy szlachetne idee wolnościowe ustępują prymitywnemu dążeniu do osiągnięcia wpływów i idących za nimi pieniędzy. A gdy w to wszystko wmiesza się jeszcze ktoś trzeci, to mamy Palestynę. A przecież porozumienie bywa możliwe, można na spokojnie, jak chociażby Czech ze Słowakiem.

Muchas gracias a Ti, Agnieszka, por este libro maravilloso.
Estoy encantada

                                                                                                      Uściski!






Fernando Aramburu: Patria
przekład: Karolina Jaszewska
wydawnictwo: Sonia Draga, Katowice 2018 r.




Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: