George Saunders: Lincoln w Bardo

21 października 2018 , , ,

George Saunders Lincoln in w bardo

Moje ciało to jedynie zużywające się naczynie dla nieśmiertelnej duszy. Moja dusza to JA. Zgodnie z naukami hinduizmu dusze wędrują, odradzając się po śmierci w kolejnym wcieleniu. Jestem zatem wieczna, zmieniam tylko powłoczki. Jakaż to tchnąca nadzieją wizja przyszłości wobec pozostałych oferowanych mi możliwości. Bo życie jest realne i namacalne, więc jest się czego z nadzieją chwycić. Niektóre buddyjskie szkoły uczą, że pomiędzy przejściem z jednego życia w kolejne, istnieje moment zawieszenia duszy, stan najczystszego doświadczenia rzeczywistości, ale również stan próby mający wpływ na kolejną inkarnację. Tym właśnie jest bardo. 

"Na głowie kwietny ma wianek...", nuciłam, myśląc o naszych swojskich mickiewiczowskich Dziadach. Bo cóż innego mieć na i w głowie, gdy trafia się na cmentarz pełen dusz potępionych, nie do końca mających świadomość tego, co też się z nimi dzieje? Niektóre niejako akceptują swój stan. Dostrzegają, że miejsce, w którym się znaleźli to trupiarnia, kostnica, śmierci wysypisko, smutna resztka odstręczającego i grubiańsko materialnego koszaru ¹, inni jednak trzymają się jeszcze wizji życia. Przyjechali tu nie w trumnach, a w skrzyniach szpitalnych. W ich nieżyciu nic się nie dzieje, dawno o nich zapomniano. Nucę dalej, mając przed sobą ten cmentarz samotnych dusz. 

Dlatego następuje duchowe poruszenie, gdy trafia między nich. Willy, niedawno zmarły na tyfus brzuszny chłopiec, do którego nocą na cmentarz przychodzi jak najbardziej żywy, choć pogrążony w głębokim żalu ojciec. Wyciąga martwe ciałko syna z trumienki o srebrnych okuciach i tuli. Ojciec, pan Abraham Lincoln, prezydent Stanów Zjednoczonych targanych wojną Północy z Południem. Opłakuje śmierć syna, posyłając na śmierć tysiące cudzych synów. Duchy obserwują, duchy współczują, duchy też zazdroszczą, duchy komentują.

Zawszem zabiegał we wszelkich swych przejawach rzeźbić się ku wyniesieniu,
aby tym samym udzielić w siebie owych cnót wzniosłych, których pozbawionym bywszy, człek zaiste oklapnąć może 
i w niedoli swej tkwiąc, cóż pocznie.
elson farwell

Co on, k...a, wygaduje?
eddie baron ²

Patchworkowy potwór. Przejaw geniuszu autora, który porzucił pisanie opowiadań dla tejże właśnie powieści. Powieści w formie tak dziwacznej, jak jej bohaterowie. Zarówno zabawnej, jak i poruszającej najskrytsze struny czytelniczej wrażliwości. Ulepionej z cudzych relacji, z fragmentów fikcyjnych, czy niefikcyjnych źródeł pisanych: z listów, dzienników, biografii, ze wspomnień i spostrzeżeń osób współczesnych ojcu i synowi, które często gęsto przeczą sobie wzajem. Przede wszystkim jednak z monologów potępionych i z toczących się żwawo rozmów czyśćcowych. Nie każdą nagrodzoną Man Booker Prize powieść doceniam, przyznaję. I choć gdzieś mniej więcej w połowie powieść George'a Saundersa traci niestety swój impet, a w natłoku wypowiedzi i wyznań zatraca się na pewien czas z oczu cel, nie da się ukryć, że jako całość stanowi wzór zaskakującej i wspaniałej literatury, którą równie wspaniale przełożył Michał Kłobukowski.

 "Lincoln w bardo" to zderzenie metafizyczności z rzeczywistością. Z jednej strony to wyobrażenie Saundersa o czyśćcu, w którym tak samo kończą wielmożny pan i podrzędna dziwka, czy wielebny.  Miejsce, w którym dusze pokutują za to, jak żyły, tym samym spowiadając się sobie nawzajem. Lustro, w którym przegląda się sam czytający! Z drugiej zaś jest to opowieść o smutku i bezbrzeżnym oceanie żalu, przez który - smutne, acz prawdziwe - każdy człowiek musiał, musi, tudzież będzie musiał kiedyś przepłynąć.
Naturalną rzeczy koleją.
hans vollman ³


¹ George Saunders: Lincoln w Bardo, str. 228
² tamże, str. 261
³ tamże, str. 374


George Saunders: Lincoln w bardo (Lincoln in bardo)
przekład: Michał Kłobukowski
wydawnictwo ZNAK, Kraków 2018



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: