Wiesław Myśliwski: Traktat o łuskaniu fasoli

28 października 2018 , , , , ,


Jak myślisz, czy to, co wydarza się w naszym życiu, jest dziełem przypadku, czy też jest z góry zaplanowane jako część większego planu? Ogólnie rzecz biorąc, większość ludzi nie najlepiej znosi chaos. Przypadkowość, losowość i bezcelowość pewnych zdarzeń budzi w nich stres, a konsekwencji strach lub złość. Dlatego potrzebują odwołań, wolą myśleć, że wszystko dzieje się tak, jak dziać się musi, zgodnie z góry ułożonym planem (czasem i boskim). Uważają, czy też wolą uważać, że nic nie dzieje się przypadkowo, a życiem rządzi przeznaczenie.

Dlatego nie lubię determinizmu, który stawia mnie w pozycji marionetki. Wolę myśleć, że wszystko, czego doświadczam, jest jedynie splotem przypadkowych zdarzeń, reakcji rzeczywistości na moje reakcje, na konkretne decyzje. Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Oczywiście, żeby nie było tak jednolicie, wierzę przy tym w istnienie wszechświatów równoległych, gdzie urzeczywistniają się moje alternatywne losy powstałe w wyniku podjęcia alternatywnych decyzji. I choć trochę żałuję, że nigdy się nie dowiem, która z nas wygrała ten swoisty konkurs na życie, z drugiej strony myślę, że dla zdrowia psychicznego to jednak dobrze.

 A co jeśli bez względu na moje czy Twoje przemyślenia i postawę życiową, obie te siły mają na nas wpływ?

Gdzieś tam w Polsce, gdzie jest jezioro i piękny las, stoją w rzędach małe domki letniskowe. Ożywają w sezonie, gdy właściciele przyjeżdżają na letnie weekendy, urlopy, na jesienne grzyboryby, czy choćby po to, by uciec na trochę w ciszę. Zjawiają się, wprowadzają ruch i chaos, ale zawsze w końcu znikają. Tylko jeden domek jest na stałe zajęty. Tylko jeden żyje cały rok. Ktoś przed chwilą do niego wszedł, więc podchodzę pod okno i nieśmiało zaglądam. Wewnątrz siedzi dwóch mężczyzn. Siedzą i łuskają fasolę. Rozmawiają, choć ciężko to nazwać rozmową. Słuchający mówi niewiele, niemal nic. Mówiący zaś snuje swój monolog. Opowiada o swoim życiu, choć nielinearnie. Historią kierują wspomnienia wynurzające się z odmętów pamięci, unoszone przez garść innych wspomnień. O kapeluszu, o kobiecie w pociągu, o rodzinie, o filmie, o saksofonie, o świni Zuzi, o buncie, o mężczyźnie z dancingu i o tym, bez czego nie byłoby nic - o przeżyciu, gdy wszystkim innym nie było ono dane. O wszystkim, co w jego życiu mogło mu być przeznaczone, tak samo, jak mogło być dziełem zwykłego przypadku. Dzieje się to, co nie jest udziałem młodych. Spokojna spowiedź starszego człowieka, który nie skupia się nad tym, co przed nim, a poświęca czas na analizę, rozważania i wysnuwanie wniosków w oparciu o to, co już było.

Traktat o sensie życia i o roli, jaką odgrywają w nim dwie wielkie siły na P: przeznaczenie i przypadek.
Tak prosto, a jednocześnie tak ładnie napisany, że aż żal, że się na stronie 399 kończy.
No ale kiedyś musi. Jak wszystko.

Przyznaję się szczerze, w powieści Myśliwskiego bardziej intrygowała mnie postać nie Mówiącego, a jego Słuchacza. Zwróciłam na niego uwagę w chwili, gdy wyszło na jaw, że nie wie, co to sierp. Pomyślałam, że to trochę dziwne, że rozumiem gdyby dzisiejszy nastolatek, ale Słuchacz? Potem jeszcze proso, wrażenie Mówiącego, że skądś go zna, że wydaje mu się znajomy. Włączyła mi się ciekawość, zaczęłam analizować, wymyślać i utkałam sobie kilka teorii, spośród których pozostawiłam w mocy dwie ulubione. Pomyślałam, że Mówiący rozmawiał sam ze sobą, i przed emanacją siebie z przeszłości rozliczał się z przeżytego życia. Zgodnie z drugą myślą, Mówiący łuskał fasolę ze śmiercią pod męską postacią, która przed zabraniem w dalszą drogę, wsłuchiwała się w jego rozważania o życiu. Obie wersje są tak samo możliwe, jak chybione i nie wiem, którą z nich lubię bardziej.

Zdarzają się sytuacje, gdy z powodów znanych nam bardziej lub mniej, wzbraniamy się przed czymś. Jakaś wewnętrzna blokada, czy może tępy upór sprawiają, że przekładasz coś w inne miejsce, gdzieś gdzie jest mniej widoczne; odsuwasz spotkanie z kimś, znajdując setki wymówek; ignorujesz istnienie czegoś, bo tak jest wygodnie. Dlaczego? Dobrze, jeśli to wiesz. Jest łatwiej. A potem, gdy w końcu i tak dojdzie do tego, co miało się wydarzyć, gdy zajmiesz się rzeczą, gdy spotkasz się z człowiekiem, może Cię najść bardzo nieprzyjemna myśl: Dlaczego? Dlaczego tak późno? Po co tyle zwlekałeś? Czyli dokładnie tak, jak w moim i literatury Wiesława Myśliwskiego przypadku. Bo Myśliwski był w mym domu rodzinnym odkąd sięgam pamięcią, tylko straszył mnie okładką. Głupota, wiem. Już mam dwie kolejne książki autora. I tak tę ostatnią część roku spędzę pod kocem plecionym ze słów Wiesława Myśliwskiego.


Z tego miejsca ślę podziękowania dla Karoliny, która wywołała "Traktat..." w zabawie w polecanki dla Wełniastego,
a także dla Fibuli, która próbowała przełamać ten mój stan nieczytania już parokrotnie. 
Zdwojone siły przyniosły efekt podwójny. 

                                                                                                           Uściski,

 Wiesław Myśliwski: Traktat o łuskaniu fasoli
wydawnictwo ZNAK
Kraków 2010




Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: