Guillermo Arriaga: Dziki

16 grudnia 2018 , ,

Guillermo Arriaga Dziki el salvaje

Masz już kubek? Dobrze, w zaparzaczu jest kawa z cynamonem i imbirem, częstuj się. Być może spodziewałeś się wycieczki ku gwiazdom. Nie polecimy w gwiazdy, a przynajmniej nie dzisiaj. Wiem, że nasz pobyt się przedłuża, że po "Zabitych" mieliśmy ruszyć dalej, ale naprawdę musimy jeszcze chwilę pozostać w Meksyku. To tak niesamowite i zarazem przerażające miejsce, że trudno mi się oderwać i tak po prostu z niego wyjechać. Spójrz dookoła, dualizm i nieoczywistość fascynują, a to miejsce mogłoby stać się wręcz wizytówką tego stwierdzenia.

Mówią, że w Meksyku sprawiedliwość jest ślepa, ale ma doskonały węch jeśli chodzi o pieniądze. Dlatego nawet jeżeli nic nie zrobiłeś, może się okazać, że jednak jesteś mordercą, a właściwy złodziej ludzkich dusz  - prawym człowiekiem, przykładnym obywatelem. Na osi czasu jesteśmy nieco później niż u Jorge Ibargüengoitii, kręcimy się po odległych od centrum dzielnicach stolicy. Tutaj ulicami już otwarcie rządzą przemoc i narkotyki, a policja zrobi i powie co zechcesz, bylebyś miał odpowiednią ilość pesos w portfelu. Dlatego kwitną nielegalne przedsięwzięcia, gangi wzajemnie się wybijają, a uczciwy człowiek nie może wyjść z domu bez poczucia niepewności i wewnętrznego lęku.

Współczesny Mordor, nad którym unosi się duszący meksykański smog, podobno najgorszy na świecie.

Zostaliśmy tutaj, bo chcę Ci pokazać kogoś, kto wpadł do tego tygla i robi wszystko, by się nie utopić w jego plugawej zawartości, która nieuchronnie zbliża się do temperatury wrzenia. Widzisz go? Pomyśl tylko: ma 17 lat i na przestrzeni czterech lat został zupełnie sam. Jego brat umiera w wodzie. Jego rodzice w powietrzu. Jego pies w ogniu. Jego babcia w ziemi. Wszyscy znikają jeden po drugim. Czy to dlatego, że nosi w duszy piętno mordercy od dnia swych narodzin? Nie wie tego. Ja też nie, choć im bliżej poznaję tę rodzinę, tym wyraźniej dostrzegam nieuchronność pewnych rzeczy. Nie wiem, czy w Meksyku tak mawiają, ale jednak kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.

Widziałeś może "Amores Perros"? Uwielbiam ten film. I nie byłoby go bez Guillermo Arriagi, który cała tę historię stworzył. W wielkim uproszczeniu to opowieść o próbie wyrwania się z beznadziei meksykańskich nizin społecznych. W warstwie ogólnej "Dzikiego" Arriaga koncentruje się na tym, jak działa Meksyk i pewne mechanizmy utrudniające próby ucieczki z niego, tematem przewodnim zaś są trzy "cnoty meksykańskie": samotność, zemsta i dzikość. Siedemnastolatek, który zostaje zupełnie sam, którego życiowym celem staje się potrzeba zemsty na tych, którzy odebrali mu rodzinę, stabilizację, niemal wszystko, co dawało mu względne poczucie bezpieczeństwa. Chłopiec który musi nie tyle odnaleźć, co odkryć samego siebie, by móc sobie wreszcie wybaczyć. 

Pytasz, czy mu się to uda. Ogromnie mu kibicuję, choć ciężar który nosi w sercu powaliłby raczej każdego. W takich sytuacjach nietrudno o złe, dyktowane emocjami decyzje. Życie to łańcuch strat i uczymy się tego dzień po dniu naszego życia, twardnieje nam skóra. Tyle że... cóż. Najtrudniej wybacza się samemu sobie, prawda?

No dobrze, chodź. Obiecałam Ci podróż w gwiazdy, to polecimy. 
Idź się spakuj.
                                                                                                          Uściski,
 




Guillermo Arriaga: Dziki (El Salvaje)
tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Agata Ostrowska
wydawnictwo WAB, Kraków 2018 r.



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: