Stephen Baxter: Proxima

6 stycznia 2019 , ,


W śnie o końcu czasów pojawiła się nuta ponaglenia.
Stephen Baxter, Proxima

Lubisz patrzeć w gwiazdy? Wiem, że w mieście pełnym sztucznych świateł i smogu trudno je dojrzeć. I choć ich nie widzimy, to one nad nami są. Mrugają, jak lubią mówić dzieci. Z jednej strony gwiazdy wzbudzają tęsknotę za czymś nieodgadnionym, odległym, nieosiągalnym z pozycji, w której znajduje się patrzący, bo choćbym nie wiem jak wyciągała rękę, to nie sięgnę. Z drugiej zaś uruchamiają wewnętrzną potrzebę dążenia i zdobywania tego, co wydawałoby się niezdobywalne. Człowiek jest z natury zdobywcą, przy czym jedni wolą samą zdobycz, podczas gdy inni szczególnie cenią sobie już fakt samego zdobywania. Wysyłaliśmy psy, małpy, koty, w końcu siebie samych w Kosmos. Wbiliśmy chorągiewkę w Księżyc i ten z miejsca przestał nas interesować, bo nic ciekawego nam nie zaoferował. Stanęliśmy zaledwie po kostki w oceanie Wszechświata ogłaszając  dumnie jego podbój. Ale teraz sięgamy dalej, bo mamy technologiczną możliwość. I pewnie - choć osiągniecie będzie wielkie i na globalną skalę, nie przeczę - skończy się podobnie. Ale mieć w tym swój bezpośredni udział? To chyba by było coś.

Stephen Baxter nieco wypacza wszystko, o czym wspominam wyżej. Choć, gdy tak się zastanawiam, to może właśnie nie? Może to ja patrzę zbyt idealistycznie? Wszechświat oferuje nieograniczone możliwości. Liczne ciała niebieskie tylko czekają na zaludnienie, co w wieku dwudziestym siódmym w czasach przeludnienia na Marsie, Merkurym i zniszczonej Ziemi, nie jest bez znaczenia. Potrzebne jest miejsce. Więcej miejsca. Taki jakby Harry Harrison na skalę wszechświata. W oczach Baxtera kolonizacja nowego świata to w zasadzie zsyłka. Kolonizatorzy nie są ochotnikami.

Nie ma marzycieli, dumnych zdobywców nowych światów. Kolonizatorzy są z łapanki, z hibernatorów, z cel, z szemranych miejsc. Nie ma dla nich miejsca "tutaj", więc nie mają wyjścia, muszą kolonizować nowy świat. W zasadzie są częścią eksperymentu. Podzieleni na mniejsze grupy, dobrani w taki sposób, by mieszanka genów była maksymalnie różnorodna, pozostawieni sami sobie na obcej planecie, w różnych jej punktach, nad którymi świeci równie obca im gwiazda. Idźcie i rozmnażajcie się! Co robią kolonizatorzy? Odzywa się nich ludzka natura. Wybijają się. Wyjątkowo mnie to ubawiło. Czy w takim podboju kosmosu chciałbyś brać udział? Ja nie. Zwłaszcza z kobiecego punktu widzenia.

Ludzka natura tyle że na większą skalę objawia się również w wielkiej polityce. Rozmowy na szczycie, ONZ kontra - nazwijmy to ogólnie - Chiny. Pełne uśmiechów, zapewnień o wzajemnym zrozumieniu, potakiwań i poszukiwaniu konsensusu przy jednoczesnym głębokim zaniepokojeniu. A w tle zbrojenia i planowanie własnego porządku. W tle przejęcie kontroli nad niebywałym źródłem energii, jakim są stanowiące zagadkę ziarna. W tle paląca potrzeba udowodnienia, kto jest lepszy. Brzmi znajomo?^^

Z perspektywy "Proximy" bardzo podoba mi się koncepcja baxterowska, choć oczywiście nie on pierwszy o tym pisze. Przyznaję, że przeczytałam z przyjemnością i będę wyglądać ciągu dalszego. Widzisz. Możemy przenieść się w przyszłość, możemy mieć, czego dusza zapragnie, technologię tak rozwiniętą, że podróż na inną planetę wygląda jak podróż pociągiem z Warszawy do Radomia. Nie potrzebujemy skafandrów, odkryliśmy nawet przejścia międzyplanetarne. Co z tego? I tak wszystko zepsujemy. Zgubi nas duma, chora ambicja i decyzje ważniejszych, choć niekoniecznie mądrzejszych od nas. Choćbyśmy nie wiem jak się postrzegali, człowiek zawsze pozostanie tylko człowiekiem. Będziemy pierwszym gatunkiem, który wyginie, będąc w pełni świadomym własnej zagłady i nie zrobi w zasadzie nic, by temu zapobiec, ale za to jeszcze przyłoży do tego swoje łapska. Brzmię jak ktoś, kto utracił wiarę w ludzkość? No popatrz... W każdym razie możesz już zdjąć skafander. Tam dokąd się teraz udajemy, nie będzie Ci potrzebny.

                                                                                                            Uściski,





Stephen Baxter: Proxima
przełożył: Dariusz Kopociński
wydawnictwo Zysk i s-ka, 2018 r.

Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: