Marta Kisiel: Toń

8 lipca 2018 , , ,


Są w życiu takie sytuacje, w których czytanie ciężkiego, wymagającego i nudnawego tomiszcza jest zwyczajnie awykonalne. Na przykład urlop z dziećmi. Albo podróż publicznym środkiem transportu na drugi kraniec świata. Uwierz mi, odpowiednia lektura to klucz do przetrwania obu tych sytuacji i zachowania zdrowych zmysłów. Przetestowałam i stwierdzam, że nowego Kiśla śmiało można zabrać do pociągu, autobusu, na prom, do samochodu pełnego wrzeszczącej rodziny (kierowcom doradzam jednak formę audiobooka), czy choćby po prostu do parku, bo w sumie  nigdzie nie wyjeżdżasz, nie masz wakacji, a jedynie ten mały weekend rozdzielający pracujący piątek od śmiertelnego wroga całej dorosłej części ludzkości, czyli poniedziałku, dlatego fajnie by było przeczytać coś niezobowiązującego. No, to chodź. Opowiem Ci, jak to jest niezobowiązująco sobie tonąć.

Płynę z prądem.
Sądziłam, że tytuł to rzeczownik. A tu nie. Jednak to czasownik objęty władczym trybem, który czynność swą uskutecznia w czasie. Nie jest to ani przyjemne, ani bezpieczne. Nurkuje się pod powierzchnię teraźniejszości, by dostrzec to, co zatarte, co wydarzyło się dawniej, by zobaczyć przeszłość, posiąść wiedzę i ją wykorzystać. Altruistycznie dla innych lub egoistycznie dla samego siebie. Nurkuje się do dna czasu, choć można stamtąd nie powrócić. Pokusa jest wielka, choć wszędzie czają się potwory z dawnych wierzeń i legend. Ta rzeka  czasu nieprzerwanie płynie.

Jeśli zamknę oczy, to to szaleństwo zniknie?
Jedna ma na imię Eleonora i jest niby długa pionowa czarna kreska. Druga zwie się..., matko Owco, zwie się Dżusi i wygląda niczym narysowany wielobarwną kredką i ręką człowieka z zaawansowaną trzęsawicą chaos. Jedna wyważona, sztywna niczym kłoda i logicznie myśląca. Druga głośna i impulsywna, działająca bez zastanowienia za to z impetem. A nad nimi terroryzująca je i postronnych kumulacja obu wspomnianych - ciotka Klara. To main team, który przenosi czytelnika ze świata realnego do tego ciekawszego. Poza trzema pannami z rodu Stern jest jeszcze galeria postaci pobocznych, osobliwych wspomagaczy oraz Janków. Janków, którzy giną. Tak, w tej powieści imię Janek jest niczym przekleństwo. Choć prawdę pisząc, wolałabym nazywać się Janek (z całym tego imienia ryzykiem) niż Dżusi. Dżusi Stern. Co ta Marta... 

Otwieram oczy i widzę.
Opowieść o nurkowaniu w czasie. Opowieść o skrajnościach. Opowieść o rodzinie, jej bolączkach i tajemnicach. Powieść o pięknym mieście Wrocław - trochę wtedy i trochę dziś. "Toń" bawi, choć w porównaniu do ekipy z Lichotki to poważna opowieść. Lekko i ładnie napisana, z sensem i pomysłem, ku oderwaniu się od codzienności i ku uciesze każdego, kto lubi powieści przygodowe (nawet z tą histeryczką Dżusi). Powieść skrywa w sobie znane mi już siostry Bolesne, a wraz z nimi moją ulubioną papugę rrrany banaaany, rrrany banaaany ¹, która skradła moją sympatię w "Nomen Omen". Książka zapełniła mi czas weekendowej podróży w sposób idealny, wręcz modelowy. Wyłączyłam się. Zamiast gapić się przez okno, nurkowałam w czasie, zwiedzałam Breslau lat czterdziestych, chciałam dowiedzieć się, kto stoi za zniknięciem rodziców Kreski i Chaosu oraz odnaleźć złoto Breslau. Nie zdawałam sobie sprawy, że chyba mi tego było trzeba. Dzięki, Kiślu. I za piękne władanie językiem polskim również.
(wnuka Bimbowej wybaczam)

¹ Marta Kisiel: Toń, wyd. Uroboros, str. 191
                                                                                                      Uściski!



Wełniaste opowieści o innych książkach autorki:
MARTA KISIEL - DOŻYWOCIE
MARTA KISIEL - NOMEN OMEN


Marta Kisiel: Toń
wydawnictwo Uroboros
Warszawa 2018


Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: