Sławomir Mrożek: Czekoladki dla Prezesa

1 lipca 2018 , , ,


Odkładam książkę, sięgam pamięcią wstecz i wyciągam z czekającego tam kapelusza pełnego wspomnień moją pierwszą randkę z panem eS. Już swoim drugim zdaniem kupił mnie całą. Zdaniem tak kompletnie odmiennym od wszystkich tych długich, smętnych i nieciekawych, które w danym czasie musiałam przyswajać, przerzucać i roztrząsać. Zdanie to uderzyło mnie niczym biała materia rękawiczki uszytej z absurdu lub jak mocna kawa z rana. "Pan młody miał pod lasem niezły kawał laboratorium i coś ze dwa reaktory wedle cesarskiego gościńca, zaś w samym obejściu nieduży, ale schludny zakład chemicznej syntezy"¹ . No i jak tu za takiego nie wyjść? Od tej chwili pan eS był już zawsze blisko mnie. Wraz z Schulzem, Orwellem, Witkacym, Różewiczem i Gombrowiczem pisał ze mną o grotesce i absurdzie tego i wszystkich innych światów. Jego nieznoszące sprzeciwu przykazanie "Jedno będzie prawo i jedna owczarnia"² zdobiło drzwi mego nastoletniego pokoju, uwielbiałam wojnę AA z XX, zaś nocą pod sufitem mego pokoju często unosił się Słoń. Ale dość o mnie. Nadchodzi Prezes.

"Idźcie i wracajcie z rydzami lub na rydzach, jak mawiali Spartanie".³

Otóż Prezes (co w zasadzie jest oczywiste) nie jest byle kim. Lubi pytać innych, czy wiedzą, kim on jest. Silną ręką trzyma stery wielce szacownej placówki państwowej w Chść... w Chść... w Chśćpfw... No, mniejsza z tym. Prezes ma znajomości: o pomoc w pewnej teorii prosi go Einstein, Skłodowska-Cuire jest spragniona, zaś Miczurin przekazuje mu swoje truskawki. Prezes ma też grupę oddanych pracowników: Referent, Magazynier, Księgowy, Radca, Kasjer, którzy są równie błyskotliwi, rzutcy i światli co sam pan Prezes. Obyci z kulturą wystawiają "Szwagra zadżumionych", dla podniesienia morale stawiają żywy pomnik wieszcza, który dopomina się o wypłatę; noszą wspólny borsalino koloru marengo, by podnieść autorytet instytucji, uprzejmie donoszą, unikają Archiwum Spraw Niezałatwionych, bo giną tam ludzie, a czasem też wywołują ducha, by ustalić, gdzie zniknęły pieniądze. Przodownicy pracy urzędniczej, najaktywniejsi w gospodzie (po godzinach i w trakcie). A gdy ich dopada wypalenie zawodowe, zaczynają podskakiwać (i to nie jest metafora). Tak. Tak. Gromadka, której nie da się nie polubić.

"Zwołaliśmy zebranie w sprawie wniosków i przyjęliśmy wniosek, 
żeby zwołać zebranie w sprawie walki z niepunktualnością".

Pan eS był mistrzem satyry, kpiny, groteskowego i prześmiewczego obrazowania otaczającej nas rzeczywistości. Czasy do kpin miał idealne, choć i bardzo łatwo było wtedy za kpiarstwo oberwać. W "Czekoladkach dla Prezesa" wszystkie krótkie opowiastki mają jeden cel. Powbijać szpileczki i ukazać absurd pewnych zachowań, jakie towarzyszą ludowi pracującemu oraz czytelnika ubawić. I choć może powinnam napisać towarzyszyły, bo jednak teraz czasy mamy inne, wszak to gospodarka wolnorynkowa i kapitalizm itd. itp., to wcale nie tak rzadko mam wrażenie, że uczestniczę w nowej adaptacji starego dramatu. Bo prawda jest taka, że gdy tak sobie kartkowałam tę małą książeczkę z kapeluszami, to niczym inżynier Mamoń najczęściej uśmiechałam się w tych momentach, które już raz poznałam... na własnej skórze.

Ośmielę się zatem pozostawić tu myśl ogólną, że w gruncie rzeczy Prezes to archetyp, zaś przyszło zarządzenie z góry może zabrzmieć zawsze i wszędzie. Czasy nic nie znaczą, bo prezes i pracownik to stany umysłu. Mitingi, fidbaki, szedule, asapy, dedlajny, wszystko to zczelendżujemy, a co! 💙 Wpadniesz w to i ani się obejrzysz, jak w duchu modernizacji będą Ci montować windę w parterowym budynku (i to wcale nie dlatego, że macie podziemny garaż), a Ty to jeszcze pochwalisz. Czasem jedynym sposobem, by zrozumieć głupotę pewnych rzeczy, jest zrobienie paru kroków w tył i spojrzenie na rozgrywającą się scenę krytycznie, przez szkło barwione absurdem. Często nie zdajesz sobie sprawy, jak łatwo przychodzi Ci akceptowanie i przywykasz do tego, przeciwko czemu powinieneś się zbuntować lub co powinieneś zacząć zmieniać. Cóż. Stagnacja i przyklaskiwanie są z pewnością bezpieczne i wygodne, ale tylko na krótka metę, bo ostatecznie doprowadzi Cię do tego, że zaczynasz machinalnie i bezkrytycznie wykonywać pewne polecenia, aż któregoś dnia staniesz się niczym więcej, jak tylko bohaterem satyrycznego opowiadania. Pan eS o tym wiedział.

Artur: Śmierć... wspaniała forma.
Stomil: Tylko trochę nieżyciowa.

Piękna rzecz. O, bella, mało, mało, mało. Zbyt mało. 
No, ale więcej niestety nie będzie, więc chwalmy to, co mamy.
Więc pytam: czy w ogóle i za co Mrożka kochamy?


                                                                                                      Uściski!





Cytaty pochodzą z:
¹ Wesela w Atomicach, ² Tanga, ³ Czekoladek dla Prezesa, ⁴ Czekoladek dla Prezesa i znów z ⁵ Tanga.


Sławomir Mrożek: Czekoladki dla Prezesa
wydawnictwo Noir Sur Blanc 
Warszawa 2018



Powiązane tytuły

0 komentarzy

Cieszę się, że tu jesteś, bo to dla mnie mobilizacja do dalszego pisania.
Dziękuję również za Twój komentarz. Może to być początek ciekawej rozmowy (: